11-04-2018

Słoneczny weekend w Parku Sady Żoliborskie

Piękna pogoda sprawiła, że opustoszały do niedawna park zmienił swe oblicze niemal z dnia na dzień. Wróciło tu życie. Słońce i ciepło czynią cuda. Zbiorniki retencyjne (partycypacyjne) regularnie ostatnio opróżniane wessały rozlewiska pośnieżnej i podeszczowej wody. Nieśmiała jeszcze zieleń traw zaczęła przytłumiać szaro-bure, zważone zimą podłoże. Spokojne do tej pory ptaki harcują w godowym transie i moszczą posłania dla przyszłego potomstwa, korzystając przy tym z licznej kolonii domków (partycypacyjnych). Wysoka temperatura wywabiła z domów mieszkańców osiedla Sady Żoliborskie. Pierwsze ruszyły mamy (tatusiowie też) niczym na paradę wózków dziecięcych. Duże, małe i zupełnie malutkie, kolorowe, wielobarwne, o wymyślnych konstrukcjach i zupełnie proste, pojedyncze, parzyste i jeden potrójny. A w każdym uśmiechnięta buźka zadbanego bobasa. I wydaje się, że tych bobasów jest jakby więcej niż u schyłku minionego lata. Poważni za to seniorzy z namysłem wybierają ławki w nasłonecznionych miejscach. Zajęci dyskursem we własnym gronie równocześnie bacznie obserwują otoczenie. Osobną grupę stanowią właściciele psów. Ich czworonogi ułatwiają zawieranie spacerowych znajomości. Sympatia między stworzeniami przenosi się na ich opiekunów. I tak powstają wcale liczne skupiska połączone pasjonującym tematem psich opowieści. Tylko czasami gdzie niegdzie zderzy się ze sobą dwóch adwersarzy i wtedy psi jazgot pozwala zapomnieć, że nad głowami przelatują hałaśliwe samoloty. Alejkami suną spacerowicze w różnych konfiguracjach: we dwoje(!), rodzinnie, dziecinnie, rekreacyjnie, tranzytem (bo park wewnątrz osiedla), dla zdrowia i dla rozrywki. A między nimi jednośladowcy, głównie młodzi i najmłodsi. Wspaniałe hulajnogi, deski, wrotki, rowery – własne i veturillo, rowerki bez pedałów dla absolutnych maluchów i… na pewno o czymś zapomnieliśmy. I jeszcze osoby biegające. W różnym wieku. Przewaga Pań. Koegzystencja uczestników ruchu alejkowego niemal wzorowa.

A w sobotę niespodzianka! Zaroiło się przy Pawilonie Kulturalnym. Śmiech Pań współbrzmi z barytonami Panów. Zabawa na wesoło. Prawdziwy mecz. Nie tylko inauguracja sezonu, ale pierwszy pojedynek na zbudowanym późną jesienią ubiegłego roku bulodromie (partycypacyjnym). W powietrzu śmigają srebrzyste bule. Im dalej spadną w ubity piasek, tym głośniej reagują zawodnicy. Uciecha dla nich, dla widowni rozsiadłej w kawiarnianym ogródku, dla zatrzymujących się z zaciekawieniem spacerowiczów i dla dzieciarni dodatkowo polewającej się wodą zaczerpniętą z czynnego już nieopodal poidełka (a jakże partycypacyjnego).

No i doczekaliśmy się romantycznego zmroku. Zapełniły się miejsca zaciszne. Z lekka tylko rozjaśniane przez światło parkowych latarni (partycypacyjnych). Fluidy wiosny unoszą się w powietrzu. Chwilo trwaj.